Legenda o „bracie leśnym”

Rudolf von Speerbach zatrzymał konia tuż przy samej krawędzi płaskowzgórza i puściwszy z rąk lejce wysłał oczy na zwiady w poprzek krajobrazu, który się u stóp jego roztwierał. Po lewej ręce wznosił się szczyt Hochetzel, na prawo biegły garbate ogniwa… Czytaj dalej →

O żołnierzu tułaczu

I Skoro świt, a nim grube mroki pobladły w dolinie, stukano do drzwi mieszkania zajętego w gospodzie ,,zum Bar” na kwaterę dowódcy. Gudin zepchnął w tej chwili nogą pierzynę, wyskoczył z łóżka i rozebrany poszedł drzwi otworzyć. Stanęło w nich… Czytaj dalej →

Popioły – Tom II

1. W WARSZAWIE PRUSKIEJ Na obraz pierwszych po powrocie miesięcy domowego żywota Rafał spędził w Tarninach lat cztery. Orał, siał, kosił, żął, zwoził snopki, młócił zboże i sprzedawał. Pod kierunkiem ojca, który nim rządził jak podstarościm, eks-filozof zmienił się na… Czytaj dalej →

Noc listopadowa – Dodatek

DODATEK EPIZOD ZE SŁOWACKIM (ZE SCENY 5) nie włączony przez Wyspiańskiego do ostatecznego tekstu Nocy listopadowej.Przed kwestią 2 Satyra, w. 107, „Bóg Cara zrobił Carem”. (Między publicznością) SATYR(poza Słowackim) Koniecznie musisz wleźć na górę, wdrapać się na najwyższy szczyt, byś… Czytaj dalej →

Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika…

Czyż dla ziemskiego tutaj wojownika Walka jest wieczną — czyliż dni człowieka Nie są na ziemi jak dni najemnika?… A jako sługa odpoczynku czeka, A robotnik czeka swej zapłaty, Tak mnie miesiące, co przynoszą straty, Dałeś o Boże… i stroskane… Czytaj dalej →

Do matki

W ciemnościach postać mi stoi matczyna, Niby idąca ku tęczowej bramie — Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię, I w oczach widać, że patrzy na syna. . . . . . . . . . . . . . .

Jak dawniej — oto stoję na ruinach…

Jak dawniej — oto stoję na ruinach Dawnego miasta… zorze wschodzą ranne, Ptaszęta małe spiewają w leszczynach, Niebiosa blade — przejrzyste — jak szklanne. Kilka łabędzich chmur na wschodzie świeci I czerwienieje… i zognia się zorzy Wróżąc — skąd słońce… Czytaj dalej →

Mój Adamito — widzisz, jak to trudne…

Mój Adamito — widzisz jakie to trudne Uprawiać cnoty pustynie odludne, Jaki pot wielki z człowieka się leje, Gdy o ideał stoi lub idee. Dawniej ci ręce jezuitów plotły Wianeczki i te spiącemu wkładali, Leciałeś jako komeciane miotły, Sił nie… Czytaj dalej →

Ojciec zadżumionych

Wstęp Od autora Dla objaśnienia następnego poematu potrzeba mi nieodbicie powiedzieć kilka słów o kwarantannie na pustyni między Egiptem a Palestyną, blisko miasteczka El-Arish. Wymysłem to jest dziwnym Mohameda Ali, że między dwoma swoimi państwami naznaczył myślą na błędnym piasku… Czytaj dalej →

Pośród niesnasków Pan Bóg uderza…

Pośród niesnasków Pan Bóg uderza W ogromny dzwon. Dla Słowiańskiego oto Papieża Otwarty tron. Ten przed mieczami tak nie uciecze Jako ten Włoch, On śmiało, jak Bóg, pójdzie na miecze, Świat mu — to proch! Twarz jego, słońcem rozpromieniona, Lampą… Czytaj dalej →