Ewakuacja Krakowa

Ciemna jesienna jutrznia nie rozwidniała jeszcze ulic Krakowa — pustych o tej porze zazwyczaj — gdy tłum, zdążający ze wszech stron na dworzec kolejowy, zaludnił je tego dnia, dnia ewakuacji. Wszystkich zbudziła i popędzała jedna konieczność, konieczność zdążenia na pociąg,… Czytaj dalej →

Niedziela

an Władysław (po prostu — pan Władysław, nie mogę bowiem w danej chwili wymyśleć interesującego nazwiska), jakkolwiek sumiennie i w dostatecznej mierze „przysiedział już był fałdów nad nauką społeczną”, to przecież zaczepianiu szwaczek oddawał się z gorliwością bynajmniej nie słabszą… Czytaj dalej →

Początek świata pracy

Świętej a nigdy nieprzepłakanej pamięci swego dziewiętnastoletniego synaAdama,współwyznawcy przedstawionych tu zasad, czujnego i miłościwego ich krytyka, który na zaraniu dni swoich zgasł 31 lipca tego roku w Nałęczowie, ten wyciąg ideowy z pism życiapoświęca autor. Niedawny jest ten czas, kiedy… Czytaj dalej →

Przedwiośnie – Część trzecia „Wiatr od wschodu”

Powróciwszy do Warszawy Cezary Baryka zapisał się znowu na swą medycynę i zamieszkał, a raczej „wmieszkał się” do pokoju jednego z kolegów, niejakiego Buławnika. Ten Buławnik był progenitury szynkarskiej czy małomiasteczkowo-paskarskiej, wskutek czego zawsze „śmierdział pieniędzmi”. Mieszkał zaś w dzielnicy… Czytaj dalej →

Noc listopadowa – Scena IV

SCENA CZWARTA SALON W BELWEDERZE (Ciemno. Na ogrodzie noc księżycowa). GENDRE(pijany, leży na kanapie). LUBOWIDZKI(chodzi po salonie). GENDRE Przynosisz wiadomości – ? – Masz relacje czyje? LUBOWIDZKI Gdy pora się nadarzy – wszystko mu odkryję. GENDRE Patrz – by nie… Czytaj dalej →

Bo mię matka moja miła…

Bo mię matka moja miła Na słowika urodziła, A ja wziąwszy taki głos, Ze słowika jestem kos… A to wszystko są nonsensa, Te moje wierszyki nowe, Gdzie się język mój wałęsa I bawi zęby trzonowe…

Do Ludwika Norwida w braterstwie idei świętej list

Bracie Ludwiku, módl się gorąco, A podnieś ducha wysoko; Na trzeźwe myśli — na czyste oko Witajmy prawdę świecącą. Podwoje wiedzy już otworzyła, Z miesięcznej wyszła topieli, Już jest na ziemi, już się zjawiła, Myśmy ją pierwsi ujrzeli. Świat nam… Czytaj dalej →

Godzina myśli

Głuche cierpiących jęki, śmiech ludzki nieszczery Są hymnem tego świata – a ten hymn posępny, Zbłąkanymi głosami wiecznie wniebowstępny, Wpada między grające przed Jehową sfery Jak dźwięk niesfornej struny. Ziemia ta przeklęta, Co nas takim piastunki spiewem w sen kołysze.… Czytaj dalej →

Król-Duch

Rapsod pierwszy Pieśń I I Cierpienia moje i męki serdeczne, I ciągłą walkę z szatanów gromadą, Ich bronie jasne i tarcze słoneczne, Jamy wężową napełnione zdradą… Powiem… wyroki wypełniając wieczne, Które to na mnie dzisiaj brzemię kładą, Abym wyśpiewał rzeczy… Czytaj dalej →

Niedawno jeszcze — kiedym spoczywał uspiony…

Niedawno jeszcze — kiedym spoczywał uspiony, A sen mój się zarzęśnił strzałem pełnym dymu I w dymie stanął anioł jak ogień czerwony, I szepnął mi do ucha: „Ja Mord — lecę z Rzymu…” Jam uciekał i tęczę tak za sobą… Czytaj dalej →