Pamiętniki – Rok Pański 1685

zacząłem — daj, Panie Boże, [szczęśliwie!] — tamże w Olszówce Sejm w Warszawie był. Tego roku w Wielkiej Polszcze droży [z] na była wielka dla nieurodzaju jarzyny, z której racyjej i w Warszawie zdrożało bardzo. O Czym ja dowiedziawszy się… Czytaj dalej →

Antygona – Epeisódion III

Kreon Wkrótce przejrzymy jaśniej od wróżbitów. O synu! Czy ty przybywasz tu gniewny Wskutek wyroku na twą narzeczoną, Czy w każdej doli zachowasz mnie miłość? Haimon Twoim ja, ojcze! Skoro mądrze radzisz, Idę ja chętnie za twoim przewodem; I żaden… Czytaj dalej →

Sław języku tajemnicę

Sław języku tajemnicęCiała i najdroższej Krwi,którą jako Łask Krynicęwylał w czasie ziemskich dni,Ten, co Matkę miał Dziewicę,Król narodów godzien czci. Z Panny czystej narodzony,posłan zbawić ludzki ród,gdy po świecie na wsze stronyziarno słowa rzucił w lud,wtedy cudem niezgłębionymzamknął Swej pielgrzymki… Czytaj dalej →

Elegia

Upodobania nasze (mówię o upodobaniach ludzi wielkich) trudne bywają częstokroć do wytłomaczenia. Ja na przykład namiętnie lubię przepędzać poranki na chórze naszego kościołka… Zaledwie rozpocznie się „prymaria”, wstępuję na kręte schody z czerwonych cegieł, z których każdą wyżłobiły do połowy… Czytaj dalej →

Nagi bruk

Rozwarła się wielka brama… Z głębi murów olbrzymich, zadymionych sadzą, wyszedł na ulicę wielki ludzki tłum. Wyszedł od razu, wywalił się jak bryła. Powiewała nad nim czerwona chorągiew, płótno we krwi zmaczane. Proste drzewo tkwi w jakowychś dłoniach wyschniętych, sękatych,… Czytaj dalej →

O niezrównana sztuko teatru! Gdy jako dziecko, dwunastoletni kawaler przywieziony ze wsi do miasta, dostąpiłem po raz pierwszy łaski widzenia teatru, doznałem jego czaru. Przed mymi zdumionymi oczyma

O niezrównana sztuko teatru! Gdy jako dziecko, dwunastoletni kawaler przywieziony ze wsi do miasta, dostąpiłem po raz pierwszy łaski widzenia teatru, doznałem jego czaru. Przed mymi zdumionymi oczyma usunęła się ściana i na jej miejscu ujrzałem las, podobny do mego… Czytaj dalej →

Przedwiośnie – Część druga „Nawłoć”

Dotarłszy do najrdzenniejszej Polski, bo do stolicy – Warszawy – ani po drodze, ani w tym mieście Cezary Baryka nie znalazł szklanych domów. Nie śmiał O nie nawet nikogo zapytać. Zrozumiał, że zmarły ojciec boleśnie zeń przede śmiercią zażartował sobie.… Czytaj dalej →

Noc listopadowa – Scena III

SCENA TRZECIA POD POSĄGIEM SOBIESKIEGO GOSZCZYŃSKI Wiatr dmie, że ogród cicho łka za każdym liści szelestem…. 1 GŁOS Idą. 2 GŁOS O, teraz słychać gwar… 3 GŁOS W pałacu gasną sale. GOSZCZYŃSKI Zapada mgła. – – Ty jesteś, bracie? l… Czytaj dalej →

Baranki moje…

Baranki moje, Zaświtał czas, Nad piękne zdroje Powiodę was. Puszczę was, owieczki, Na piękne kwiateczki I będę pasł. Baranki z ducha, Ja pasterz wasz; Pan Bóg mię słucha, Ozłocił twarz… Bogiem promienny, Odprawiam bezsenny Anielską straż.