Chłopi – Zima – Rozdział VII

We Trzy Króle, które jakoś tego roku wypadały w poniedziałek, jeszcze przed skończeniem nieszporów, bo słychać było grania i przyśpiewy w kościele, a już naród z wolna ciągnął do karczmy, że to pierwszy raz po adwencie i Godach miała być… Czytaj dalej →

Ziemia obiecana – Tom pierwszy – Rozdział VIII

– Przyjadę w tej chwili. Do widzenia – odpowiadał ze złością Borowiecki do telefonu, bo Lucy go prosiła, aby natychmiast przyjechał do lasku Milscha, bo ma niesłychanie ważny interes. – Na taki czas jechać do lasku! Wariatka, jak Boga kocham… Czytaj dalej →

Ziemia obiecana – Tom drugi – Rozdział VIII

W jadalni nikt prócz Niny nie zauważył wyjścia Maksa. – Co się stało z panem Baumem? – zapytała Mada Muller. – Azaliż jestem stróżem swego spólnika, jeśli ten kasjerem nie jest! – odpowiedział żartobliwie Borowiecki, ale był rad, że oczy… Czytaj dalej →

Co mnimał, iż msza ma być z obiadu

Jednego z naszej braciej na obiad proszono.Przyszedł w czas — ano kwiatki obrus potrzęsiono,Nakładziono serwetów, trociszków, solniczek,A on wnet zasię nazad poszedł miłośniczek.Potym go ugoniwszy: „— Przecz idziesz? — pytali —Abowiem już potrawy wnet będą stawiali.”Rzekł: „— Mnimałem, aby to… Czytaj dalej →

eto albo nie pozwalam

Powiedziałem ci nieraz, miły bracie, że to Po polsku: nie pozwalam, po łacinie: veto. Wiem. Niechże wedle sensu swego kto przekłada, To będzie z łacińskiego: vae, po polsku: biada. Jakobyś rzekł: biada to, gdy zły nie pozwala Na dobre i… Czytaj dalej →

Pamiętniki – Rok Pański 1686

Tamże w Olszówce mieszkając — daj, Boże, szczęście! — w zdrowiu i dobrym powodzeniu ten rok odprawiłem. Eodem anno byłem na obłóczynach panny Sieklicki[ej] w Krakowie, którą rodzicy, pan Adam Sieklicki, mój wielki przyjaciel, i Zofia Rabsztyńska, matka, obłóczyli do… Czytaj dalej →

Pamiętniki – Rok Pański 1688

Mieszkałem w Madziarowie, ale — mógłbym rzec” — więcej w Lublinie, pozywając się z margrabią. Żona moja jednak siedziała w olszowskim dworze, quidem to incarcerata, a oni by jej byli radzi i płot rozgrodzili, gdyby była chciała wyjechać. Nastąpił sejm… Czytaj dalej →

Milczenie – Część pierwsza

I Czy śpiącego można przebudzić grzecznie?… Podobno, że nie: gdyby albowiem budziło się go upadkiem na twarz najlżejszego listka róży, jeszcze byłoby to tylko bardzo wykwintnie albo poetycko pomyślanym, lecz nie byłoby grzecznie, bo, końcem końców, trzeba śpiącemu przerwać snowania… Czytaj dalej →

Antygona – Stásimon III

Chór Miłości, któż się wyrwie z twych obierzy! Miłości, która runiesz na ofiary, W gładkich dziew licach gdy rozniecisz czary Kroczysz po morzu i wśród chat pasterzy, Ni bóg nie ujdzie przed twoim nawałem, Ani śmiertelny. Kim władasz, wre szałem.… Czytaj dalej →

Ewakuacja Krakowa

Ciemna jesienna jutrznia nie rozwidniała jeszcze ulic Krakowa — pustych o tej porze zazwyczaj — gdy tłum, zdążający ze wszech stron na dworzec kolejowy, zaludnił je tego dnia, dnia ewakuacji. Wszystkich zbudziła i popędzała jedna konieczność, konieczność zdążenia na pociąg,… Czytaj dalej →