Mistrz prawdy

Mistrz prawdy, zawsze jest mistrzem bólu.A chwałą bólu, jest jego chwała.— Witaj mi, cierniem zraniony Królu!Po cierniach — ludzkość ciebie poznała. Gdybyś był zjawion w złotej obręczy,Co dyamentowe blaski rozżarza,Duch świata, co dziś przed tobą klęczy,Klęczałby, we łzach, u stóp… Czytaj dalej →

Mgła przejrzyste tkanki przędzie…

Mgła przejrzyste tkanki przędzie, Sny z nich zwija, sny-tumany… Idzie wieczór zadumany… Co to będzie?… Co to będzie?… Ojciec z pola wraca smutno, Nie zrodziły nam się żyta… Matka z łąki zbiera płótno, A mnie tęskność jakaś chwyta. Płyną chmurki… Czytaj dalej →

Mewy

Nad modrą toń wykwitły, trysnęły kaskadą, Na rozstrzęsionych piórach niosą morza piany, Lecą w słońce, jak obłok złotem malowany, I wiankiem się róż białych na powietrzu kładą. Giną, gasną, uchodzą w tęczę jakąś bladą… Wtem ciśnie zdechłą rybę pachoł wpółpijany,… Czytaj dalej →

Mendel Gdański

Od wczoraj jakiś niepokój panuje w uliczce. Stary Mendel dziwi się i częściej niż zwykle nakłada krótką łajkę patrząc w okno. Tych ludzi nie widział on tu jeszcze. Gdzie idą? Po co przystają z robotnikami, śpieszącymi do kopania fundamentów pod… Czytaj dalej →

Memu miastu

Wychowałeś ty mnie, grodzie,Na swym chlebie, na swej wodzie,Na tym chlebie z piołunami,Na tej wodzie z memi łzami. Wychowałeś ty mnie twardo,Z myślą smętną, z duszą hardą,Z żarem w piersi, z łzą w źrenicy,Na zadumie, na tęsknicy. Nie słowika wykarmiłyMiody… Czytaj dalej →

Mały trębacz

Moja trąbka ślicznie gra: Ratata! Ratata!… Dziwuje się owca siwa, Kto tak wdzięcznie jej przygrywa, Dziwują się żółte bąki, Kto tak cudnie gra wśród łąki. Chwieje wietrzyk bujną trawą, Niesie piosnkę w lewo, w prawo, Aż gdzieś w dali echo… Czytaj dalej →

Marzenie chłopca

A jak ja urosnę,Sprzęgnę wołki siwe,Będę orał, zaorywałTę pszeniczną niwę. A jak ja urosnę,Wezmę złote ziarno,Będę siewał wczesną wiosnąZiemię naszą czarną. A jak ja urosnę,Nie poskąpię ręki,Będę kosił bujną niwęI śpiewał piosenki. Oj, ty bujna niwo,Ty pszeniczne pole,Nie żal tobie… Czytaj dalej →

Maryśka

Ciężka była tego roku zima. Od trzech dni dął wicher z północy, jak chłop się z ludźmi mocując, jak wilk wyjąc, a śnieżycą tak miótł, że oczu na świat pokazać nie było można. Nim parobek ze stajni do kuchni przypadł,… Czytaj dalej →

Martwa natura

Żałuję, bardzo żałuję, że wam nie mogę powiedzieć, jak wyglądał, gdy stał lub chodził, jakie miał poruszenia rąk i głowy, czy grzbiet jego był pochyły, czy prosty, a nadewszystko, jaki miał głos i spojrzenie. Nie dlatego, broń, Boże, iżbym z… Czytaj dalej →

Marino Falieri

Siedm dni ma Falieri, w te lochy rzucony,Do rozmyślań o śmierci i grzechach żywota.Więc pierwszego dnia myśli o zdradzie swej żony,W mur bije głową, klątwy na niewierną miota. Drugiego — kipi zemstą, pięść rani o wrota,Łańcuch żelazny targa wściekłymi ramiony…W… Czytaj dalej →