Prace, ściągi, wypracowania, liceum, gimnazjum
Cytat: Żebym był ścieżką jak życie drobną, schyloną jak kłosy, p...
Nawigacja

Strona Główna Strona Główna
Reklama Ćwiczenia z matematyki
Reklama Reklama
Reklama Tanie telefony GSM!
Szukaj Szukaj
Prace Prace
Linki Linki
Plagiat Plagiat
Biblioteka Biblioteka
Cytaty Cytaty
Maksymy Maksymy
Przysłowia Przysłowia
Odmiany słów Odmiany słów
Popularne błędy językowe Popularne błędy
Prasówki, krótkie informacje na WOS Prasówki WOS
Dodaj prace Dodaj prace
Hosting zdjęć Hosting zdjęć
Darmowe aliasy www.ofu.pl Aliasy bez reklam
Kontakt reklama Kontakt reklamowy

Słowniki

Słownik angielsko - polski i polsko - angielski Słownik, tłumacz
Słownik angielsko - polski i polsko - angielski Słownik en-pl
Słownik niemiecko - polski i polsko - niemiecki Słownik de-pl

Język polski

Dodaj prac Antyk i Biblia
Średniowiecze Średniowiecze
Renesans Renesans
Barok Barok
Oświecenie Oświecenie
Romantyzm Romantyzm
Pozytywizm Pozytywizm
Młoda Polska Młoda Polska
Młoda Polska XX lecie
Współczesność Współczesność
Język polski - inne Język polski - inne
Matura Matura

Inne Języki

Język angielski Język angielski
Popularne zwroty w języku angielskim Język angielski - idiomy
Język angielski Język niemiecki

Inne przedmioty

Architektura Architektura
Architektura Biologia
Budownictwo Budownictwo
Chemia Chemia
Ekonomia Ekonomia
Filozofia Filozofia
Finanse Finanse
Fizyka Fizyka
Geografia Geografia
Historia Historia
Informatyka Informatyka
Integracja europejska Integracja europejska
Marketing Marketing
Matematyka Matematyka
Mechanika Mechanika
P.O P.O
Pedagogika Pedagogika
Prawo Prawo
Psychologia Psychologia
Rachunkowość Rachunkowość
Socjologia Socjologia

Mapa prac Mapa prac

Zobacz
Ostatnie prace
Życie we francuskim ...
Przemiana Marka Wini...
Lektura "Antygona" -...
Szkółka niedzielna -...
Czy życie na Ziemi j...
"Pan Wołodyjowski" H...
List do Ojca Święteg...
Jak wyobrażam sobie ...
Podaj przykłady komi...
Stajesz się odpowied...
Plan wydarzeń lektur...
Charakterystyka poró...
Porównaj "Bogurodzic...
Moje spotkanie z Duchem

Nowość!
Była niedziela
Była niedziela - cichy, opajęczony i przesłoneczniony dzień wrześniowy. Na ściernisku, tuż za stodołami, pasł się dzisiaj cały inwentarz Borynowy a pod brogiem wysokim i pękatym, okrążonym zieloną szczotką żyta, wykruszonego przy układaniu, leżał Kuba, dawał baczenie na inwentarz i uczył pacierza Witka - często pokrzykiwał na niego albo i zasie szturchał biczyskiem, bo chłopak mylił się i latał oczami po sadach. - Bacz, coć rzekłem, bo to pacierz - upominał poważnie - Dyć baczę, Kuba, baczę. - To czegój ślepiasz po sadach? - Widzi mi się, co są jeszcze jabłka u Kłębów... - Zjadłbyś! A sadziłeś je to, co? Powtórz ?Wierzę?. - Wyście też nie wywiedli kuropatwów, a wzieniście całe stado. - Głupiś! Jabłka są Kłębowe, a ptaszki Panajezusowe, rozumiesz! - Aleście je wzieni z dziedzicowego pola... - I pole jest Panajezusowe. Hale, jaki mądrala, powtórz ?Wierzę?. Powtarzał prędko, bo go już kolana bolały od klęczenia, ale nie ścierpiał... - Widzi mi się, co źróbka idzie w Michałową koniczynę! - krzyknął gotowy do biegnięcia. - Nie bój się o źróbkę, a patrz pacierza... Kończył wreszcie, ale już nie mógł wytrzymać, przysiadał na piętach, wykręcał się na wszystkie strony, a zoczywszy bandę wróbli na śliwkach, śmignął w nie grudką ziemi i śpiesznie bił się w piersi. - A ochfiarowanie to zjadłeś kiej ulęgałkę, co? Powiedział ochfiarowanie i z wielką ulgą wziął się do śpiącego Łapy i jął z nim baraszkować. - Ale, gził się cięgiem będzie, kiej ten cielak głupi. - Poniesiecie dobrodziejowi ptaszki? - Poniesę... - Spieklibym w polu. - Spiecz se ziemniaków. Co mu się zachciewa! - Idą już do kościoła! - zawołał Witek, spostrzegając przez płoty i drzewa migające czerwone zapaski na drodze. Słońce przygrzewało niezgorzej, że wszystkie okna i drzwi chałup powywierano na przestrzał; gdzieniegdzie, pod przyzbami, myto się jeszcze, gdzie znowu czesano i zapletano warkocze, gdzie wytrzepywano świąteczne szmaty, zmięte całotygodniowym leżeniem w skrzyniach, gdzie już wychodzono na drogę, że raz w raz niby maki czerwone, niby georginie żółte, co dokwitały pod ścianami, libo te nagietki i nasturcje - tak szły kobiety strojne, szły dziewczyny, szli parobcy, szły dzieci, szli gospodarze w białych kapotach, podobni do ogromnych żytnich snopów, a wszyscy dążyli wolno ku kościołowi drogami nad stawem, któren niby misa złota odbijał w sobie słońce, aż oczy raziło. A dzwony wciąż biły radosnym głosem niedzieli, odpocznienia, modlitwy. Kuba czekał, aż przedzwonią, ale że nie mógł się doczekać, schował pęk ptaków pod kapotę i rzekł: - Witek, jak wydzwonią, spędź bydło do obór i przychodź do kościoła. Ruszył, ile mógł, rychło, bo kulał srodze, dróżką biegnącą pod ogrodami, a tak zasłaną żółtym liściem topoli, że szedł kieby po szafranowym kilimie. Plebania stała na prost kościoła, przedzielona tylko odeń drogą, w głębi wielkiego ogrodu, pełnego jeszcze gruszek zielonych i jabłek rumianych. Przed gankiem, obrośniętym w poczerwieniałe wino, Kuba się zatrzymał bezradnie, spozierając nieśmiało w okna i w sień, powywierane na oścież; a że wejść nie śmiał, cofnął się pod wielki klomb, pełen róż, lewkonii i astrów, od których bił słodki, upajający zapach; stado białych gołębi łaziło po zielonym, omszonym dachu i sfruwało na ganek. Ksiądz chodził po ogrodzie z brewiarzerm w ręku, ale raz wraz potrząsał gruszą, to jabłonką, że słychać był ciężkie pacanie owoców o ziemię, pozbierał je w połę sutanny i niósł do domu. ... [ Przejdź Dalej ]




Wybierz stronę: «Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 11 12 Następny »

Ocena
Error connecting to mysql